Są osoby, po których trudno zauważyć, że jest im ciężko. Przychodzą do pracy, dotrzymują terminów, pamiętają o sprawach domowych, pomagają bliskim i zwykle potrafią znaleźć rozwiązanie, kiedy pojawia się problem. Z zewnątrz wszystko wygląda dobrze. Tymczasem pod tą sprawnością może kryć się coraz większe zmęczenie, napięcie i poczucie, że codzienne funkcjonowanie wymaga ogromnego wysiłku.
Wysokie funkcjonowanie nie oznacza, że człowiek nie doświadcza trudności. Czasem wręcz przeciwnie – umiejętność radzenia sobie przez długi czas sprawia, że własne potrzeby można odkładać coraz dalej. Dopiero w pewnym momencie pojawia się pytanie: dlaczego, skoro teoretycznie wszystko jest w porządku, czuję się tak wyczerpana?
Kiedy radzenie sobie staje się sposobem na ignorowanie siebie?
Odpowiedzialność, samodzielność i dobra organizacja są potrzebnymi umiejętnościami. Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek funkcjonuje niemal wyłącznie w trybie zadaniowym. Kolejne dni wypełniają obowiązki, a odpoczynek pojawia się dopiero wtedy, gdy wszystko inne zostanie zrobione. Czyli często bardzo późno albo wcale.
Można przyzwyczaić się do stałego napięcia tak bardzo, że przestaje być ono zauważalne. „Taki mam charakter”, „zawsze dużo robię”, „inni mają gorzej” – podobne myśli pomagają przez jakiś czas działać dalej. Nie zmieniają jednak faktu, że organizm i emocje mają swoje granice.
Sygnałem ostrzegawczym może być sytuacja, w której nawet wolny wieczór trudno przeżyć bez poczucia winy. Zamiast odpocząć, pojawia się potrzeba nadrobienia kolejnych rzeczy. Innym znakiem bywa drażliwość, problemy ze snem, coraz mniejsza cierpliwość wobec bliskich albo wrażenie, że rzeczy, które kiedyś sprawiały przyjemność, stały się kolejnym punktem na liście.
„Przecież sobie radzę” nie zawsze znaczy „czuję się dobrze”
Jednym z powodów, dla których długo ignorujemy przeciążenie, jest przekonanie, że pomoc jest potrzebna dopiero w poważnym kryzysie. Skoro człowiek pracuje, prowadzi dom, utrzymuje relacje i realizuje swoje obowiązki, trudno mu uznać, że coś naprawdę wymaga uwagi.
Tymczasem codzienne funkcjonowanie nie jest jedyną miarą dobrostanu. Można świetnie wykonywać zadania i jednocześnie czuć się stale spiętym, samotnym albo emocjonalnie wyczerpanym. Można odnosić sukcesy i mieć trudność z odczuwaniem satysfakcji. Można też być osobą, na której wszyscy polegają, a jednocześnie nie wiedzieć, do kogo samemu zwrócić się po wsparcie.
Warto więc czasem zadać sobie inne pytanie niż „czy daję sobie radę?”. Na przykład: ile kosztuje mnie to radzenie sobie?
Dlaczego tak trudno odpuścić?
Za potrzebą ciągłego działania mogą stać bardzo różne doświadczenia. Dla jednej osoby ważne będzie przekonanie, że musi wszystko wykonywać perfekcyjnie. Dla innej – lęk przed rozczarowaniem bliskich albo poczucie, że odpoczynek oznacza lenistwo. Ktoś inny mógł po prostu przez lata nauczyć się, że najlepiej liczyć wyłącznie na siebie.
Takie wzorce zwykle nie pojawiają się z dnia na dzień. Dlatego również samo postanowienie „od jutra będę mniej się przejmować” rzadko wystarcza. Nawet podczas urlopu głowa może nadal pracować na pełnych obrotach, a odmówienie komuś pomocy może wywoływać większe napięcie niż wykonanie kolejnego zadania.
Czasem pierwszym krokiem nie jest więc radykalna zmiana życia, ale próba zauważenia własnych automatycznych reakcji. Co dzieje się, gdy ktoś prosi Cię o kolejną przysługę? Czy potrafisz powiedzieć „nie”, zanim sprawdzisz, czy rzeczywiście masz na to siłę? Czy odpoczywasz wtedy, gdy jesteś zmęczona, czy dopiero po wykonaniu wszystkich obowiązków?
Odpoczynek nie zawsze rozwiązuje problem
Przy zwykłym przemęczeniu kilka spokojniejszych dni może przynieść wyraźną poprawę. Jeśli jednak przeciążenie trwa miesiącami albo latami, weekend bez obowiązków nie musi wystarczyć.
Może zdarzyć się nawet coś odwrotnego: kiedy wreszcie pojawia się wolny czas, trudno z niego korzystać. Cisza zaczyna niepokoić, odpoczynek wydaje się stratą czasu, a myśli natychmiast wracają do tego, co jeszcze należałoby zrobić.
W takich sytuacjach warto przyjrzeć się nie tylko liczbie obowiązków, ale także sposobowi myślenia o sobie, odpowiedzialności i potrzebach innych osób. Być może problemem nie jest wyłącznie napięty kalendarz, ale również przekonanie, że zawsze trzeba być silną, dyspozycyjną i niezawodną.
Nie trzeba czekać na moment, w którym wszystko się rozsypie
Rozmowa ze specjalistą nie jest zarezerwowana wyłącznie dla osób znajdujących się w głębokim kryzysie. Może być również sposobem na zrozumienie, dlaczego pewne sytuacje regularnie wywołują napięcie, skąd bierze się trudność w stawianiu granic albo dlaczego tak trudno dać sobie prawo do odpoczynku.
Jeżeli podobne doświadczenia utrzymują się przez dłuższy czas, jedną z możliwości jest psychoterapia indywidualna w Gdańsku. W Centrum Otulone praca może dotyczyć między innymi przewlekłego stresu, perfekcjonizmu, trudności w relacjach, poczucia własnej wartości czy lepszego rozpoznawania własnych potrzeb.
Nie chodzi przy tym o znalezienie prostego sposobu na to, aby robić jeszcze więcej i lepiej znosić obciążenie. Czasem ważniejsze okazuje się sprawdzenie, z czego można zrezygnować, czego nie trzeba już udowadniać i gdzie w codziennym życiu może znaleźć się więcej miejsca dla siebie.
Nie wszystko musi być doprowadzone do kryzysu
Łatwo przeoczyć moment, w którym wysoka sprawność zaczyna mieć swoją cenę. Szczególnie gdy otoczenie nadal widzi osobę zorganizowaną, odpowiedzialną i „radzącą sobie ze wszystkim”.
Warto jednak zwracać uwagę na to, co dzieje się pod powierzchnią codziennego funkcjonowania. Stałe napięcie, poczucie obowiązku, problemy z odpoczynkiem czy coraz mniejsza radość z rzeczy, które wcześniej były ważne, mogą być sygnałem, że potrzebujesz czegoś więcej niż kolejnego wolnego weekendu.
Proszenie o wsparcie nie musi być ostatnią deską ratunku. Może pojawić się znacznie wcześniej – wtedy, gdy życie nadal działa, ale zaczyna kosztować zdecydowanie zbyt dużo energii.
Artykuł sponsorowany